poniedziałek, 11 czerwca 2012

Rozdział 15.

Noc minęła bez zbędnych bóli brzucha czy czegokolwiek. Meg została obudzona przez dzwonienie swojej komórki, a mianowicie budzika. Było zaledwie kilka minut po siódmej, kiedy wyszła z łóżka. Stanęła jeszcze na chwilę i przyjrzała się Lou. Był przystojny i to bardzo. Przejechała dłonią po lekko zarośniętym policzku i z uśmiechem poszła do kuchni. Tam wstawiła wodę w małym czajniku, by napić się czegoś ciepłego jeszcze przed wyjściem. Zrobiła kanapki, sporo kanapek. Zjadła z trzy a resztę zostawiła dla jeszcze śpiącej dwójki. Pewnie Louis`owi i tak nie będzie się chciało robić, a tak to przynajmniej zje. Usłyszała ten charakterystyczny dźwięk, który oznajmia o wrzącej wodzie. Zalała kubek z kawą i poszła z nim do swojego pokoju, w którym nadal spał chłopak. Otworzyła szafę i wyciągnęła z niej niebieską spódnicę przed kolano z wysokim stanem i białą bluzeczkę na krótki rękaw. Do tego wysokie czarne buty. Lubiła się tak ubierać. Z wybranymi już ciuchami weszła tym razem do łazienki. Tam odbyła szybki prysznic i wszystkie inne poranne czynności. Z pomieszczenia wyszła już ubrana i ponownie skierowała się do pokoju, tym razem po kawę. Louis już nie spał tylko trzymał w dłoni kubek z kawą.
- Była moja. - powiedziała siadając obok niego na łóżku.
- Była. - odpowiedział całując ją na dzień dobry w policzek. Wyjęła kubek z jego rąk i tym razem to ona się napiła. Podeszła do szafki by nałożyć buty. Przyjrzał jej się uważnie. Wyglądała jakby pracowała nad wyglądem długo, a wystarczyło jej zaledwie kilka minut.
- Ładnie wyglądasz. - powiedział nadal uważnie na nią patrząc.Zarumieniła się.Zauważył.
- Nie musisz przypadkiem wstawać? - wygładziła spódnicę i spojrzała na niego.
- Mi się nigdzie nie śpieszy.
Rozłożył się bardziej na łóżku i wskazał na miejsce obok siebie. Zaśmiała się i pokiwała przecząco głową.
- W przeciwieństwie do ciebie, ja dziś pracuje.
- Niestety. - wymruczał wtulony w poduszkę.
- Poczekaj tylko, aż wyjedziecie w trasę, dopiero wtedy się zacznie. Nie będziesz miał nawet chwili dla siebie.
- Ledwo wróciłaś sama do domu, a już mnie wyganiasz. Nie ładnie. Aż tak bardzo chcesz się mnie pozbyć?- odwrócił twarz w jej stronę.
- Dobrze wiesz, że nie. Tylko ci przypominam. I nawet nie chcę, żebyś wyjeżdżał.
- Widzę zmiana decyzji. - zaśmiał się. - A jakie to argumenty postawisz, co?
- No nie wiem ... kocham Cię. - powiedziała szeroko się uśmiechając.
- Za mało mnie przekonuje. - wzruszył ramionami.
- Jak to za mało. Może mam jeszcze udowodnić ci to w jakiś namacalny sposób, co? - zaśmiała się sama z siebie.
- A wiesz, że to nie jest wcale takie głupi pomysł. - powiedział siadając na łóżku.
- Nie mówiłam tego poważnie, Głupolu. - podeszła by wziąć kubek z kawą.
- Ale ja tak. Zawsze można to uznać, że miłe poranne przywitanie. - nakręcał się coraz to bardziej.
- Kochany, na buzi to jeszcze trzeba zasłużyć. - wysłała mu całusa i wyszła z pokoju śmiejąc się radośnie z jego miny. Kochała go. Za wszystko, a najbardziej za takie ich bardzo inteligentne rozmowy.
- Wiesz, że kiedyś i tak to zrobisz! - krzyknął jeszcze za nim zdążyła zejść na dół.
- Się okaże! - odkrzyknęła nasypując Brutalowi jedzenia do miski.
Piętnaście minut później już całą trójką plus pies siedzieli w kuchni. Meg powoli się zbierała. Stukanie jej obcasów można było usłyszeć w całym domu. Z pokoju zgarnęła telefon, portfel i jeszcze kilka innych dupereli, które wrzuciła do torebki. Z szuflady w salonie wyjęła trzy granatowe teczki, z których dwie wzięła ze sobą. Weszła jeszcze do kuchni by oznajmić, że już wychodzi i czekała ją tylko jazda samochodem.
- Lecę już. Pamiętajcie, że dziś Niall stawia nam obiad. - powiedziała zapinając guziki swojego jasnego płaszcza.
- Ładniejsze pożegnanie proszę. - Louis podszedł do dziewczyny.
- Wiem co masz na myśli i nie. Trzeba zasłużyć, kochanie. - powiedziała całując go delikatnie w policzek, a następnie wyszła z domu.
- Trzeba zasłużyć, kochanie. - przedrzeźniał ją wracając do stołu.
- Lubię na was patrzeć. - powiedziała Dominica konsumując kanapkę zrobioną przez Megan.
- Czemu? - zaśmiał się cicho.
- Kochacie się. Jesteście doskonali w tym uczuciu. Widać to.
- Okej. - odłożył kubek, którzy przed chwilą ujął w dłonie i wyciągnął w jej stronę rękę. - Chodź.
- Gdzie? - spytała, ale i tak złapała wyciągniętą dłoń. Wszyli razem na balkon. - Wyszliśmy tu, ponieważ?
- Chcesz o czymś pogadać. - powiedział siadając na plastikowym krześle, które się tam znajdowało.
- Ja? - spytała również siadając.
- Nie. Ja. Jasne, że ty. O co chodzi?
- Louis, nie rozumiem ...
- Dominica, znam cię. Może nie tak długo czy dobrze jak Meg, ale jednak cię znam i widzę, że chcesz o czymś pogadać. Jeśli nie odpowiada ci taki wierzyciel spraw jak ja. Rozumiem. - powiedział patrząc uważnie na wyraz jej twarzy.
- W zasadzie to jednak o coś chodzi. - zaczęła bawiąc się swoimi dłońmi. - Czy nie uważasz, że głupotą jest zakochanie się w chłopaku, którego się prawie co nie zna i oczekiwanie od niego tego samego?
Siedział chwilę w ciszy. I chyba domyślał się o kogo chodzi. Harry, czyż nie?
- Jeśli chodzi o miłość to nic nie jest głupotą. - powiedział pewny tego co mówi. - Czasami trzeba się postarać o tą drugą osobę, nawet bardzo. Niekiedy wszystko przychodzi znienacka. A jeszcze kiedy indziej jest to w nas od małego. Lokujemy uczucia w tej jednej osobie i chcemy by ona zrobiła to samo. Nie zawsze się to udaje, ale zawsze trzeba w to wierzyć. I wiem, że Harry jednak jest tą osobą, która musi uwierzyć w swoje uczucia.
- Skąd wiesz, że chodzi mi o niego? - spytała zaskoczona.
- Widziałem jak na niego patrzyłaś. Zresztą on także, nie spuszczał z ciebie wzroku. Daj mu jakiś znak, że może zacząć działać, a zobaczysz, że skończysz z takimi bezsensownymi myślami. - poklepał delikatnie przyjaciółkę po ramieniu i wszedł do środka zostawiając ją samą na dworze i pozwalając jej o wszystkim jeszcze raz na spokojnie pomyśleć.

Z wielkim uśmiechem weszła do budynku, w którym pracowała. Nie było jej tu sporo czasu.
- Witam po dość długiej przerwie. - powiedziała do współpracowników.
- Wiedzę, że ta przerwa dobrze ci zrobiła. - odwróciła się i stanęła przed szefem, a w zasadzie to szefową.
- Nawet nie wie pani jak bardzo. - Meg nie szczędziła dziś uśmiechu dla nikogo.
- Cieszę się i to chyba nawet dobrze. Już niedługo będziesz musiała wypełnić specjalne zlecenie. Klientka wybrała ciebie.
- Nie wiem czy podołam. - powiedziała widząc szczegółowy opis tego co ma wykonać.
- Wierzę w ciebie Meg. A teraz do pracy. Macie dużo rzeczy do zrobienia. - kierowniczka machnęła ręką na resztę i weszła do pomieszczenia, w którym zazwyczaj przesiadywała.
- Słyszałam o nowych plotkach. - do Meg podeszła niska ruda dziewczyna. Pracowały razem do samego początku i zbliży się trochę do siebie przez ten czas.
- Jakich? - spytała układając kwiaty do wiązanki ślubnej.
- Podobno związałaś się z Louis`em Tomlinson`em po czułym pocałunku w deszczu. - powiedziała dość zadowolona i czekając na potwierdzenie tego wszystkiego. Wiedziała, że kiedyś coś z tego wyjdzie.
- Bardzo prawdziwa jest ta plotka. - powiedziała spokojnie wcale nie ukrywając wielkiego uśmiechu.
- Gratuluję. - dziewczyna pisnęła tak, że klienci zaczęli im się przyglądać. Nie zważając na nich, przytuliła szczęśliwą Megan. - Życzę szczęścia, chociaż jak widzę wcale wam tego nie brakuje.
- Nie dziękuję i owszem. Pierwszy raz od dłuższego czasu czuję się tak dobrze.
Porozmawiały jeszcze chwilę o związku Meg i Lou i w końcu zajęły się pracą. Czas do godziny piętnastej zleciał całkiem szybko. Nawet nie zdążyła się obejrzeć, a już jechała w stronę domu. Lekko bolały ją stopy, ale to wszystko przez ten ruch. Czasami, aż się dziwiła, że tyle osób potrafi odwiedzić ich kwiaciarnię. W domu nie zastała nikogo, a tylko kartkę, że jak tylko znajdzie się w domu, ma zrobić co ma zrobić i przyjechać do chłopaków. Przebrała tylko spódnicę na obcisłe granatowe rurki, wypiła kilka łyków wody mineralnej i znów wyszła z domu, tym razem jadąc do chłopaków.
- Jestem już zwarta i gotowa. - powiedziała stając w salonie nad chłopakami.
- Za jakiś czas pójdziemy, tylko poczekamy na Liam`a, który właśnie rozmawia z Danielle. - odpowiedział jej Niall obok którego usiadła.
- A gdzie podzialiście Louis`a? - spytała zdejmując buty, a nogi kładąc na pustym fotelu.
- Rozmawia z Harry`m u niego, a co stęskniłaś się? - Zayn puścił jej oczko.
Nie odpowiedziała tylko weszła po schodach mijając po drodze Liam`a, który najwidoczniej skończył rozmawiać z dziewczyną. Weszła do pokoju najmłodszego i zobaczyła dwójkę przyjaciół siedzących na podłodze obok łóżka. Oboje się o nie opierali.
- Przeszkadzam? - spytała patrząc na Harry`ego.
- Nie. Siadaj. - wskazał na łóżko. Zamknęła za sobą drzwi i usiadła pomiędzy nimi. Louis od razu położył rękę na jej ramieniu.
- I właśnie o to mi chodzi. - powiedział Harry patrząc na Louis`a. - Nie umiem tak po prostu czegoś zrobić.
- Nie załamuj mnie. - Louis klepnął przyjaciela w nogę. - Meg niejednokrotnie przytulałeś czy nawet całowałeś w policzek, więc tu także nie widzę, żadnego problemu.
- O kogo chodzi? - Meg wcięła się w rozmowę. - Czyżby nasz malutki Harry się zakochał? - spytała łapiąc przyjaciela za policzki. Cała trójka się zaśmiała.
- Pacan sam jeszcze tego nie wie. - powiedział Louis kręcąc głową. Meg go szturchnęła. - Co?
- Sam jesteś pacan. - odpowiedziała ze śmiechem. - Nie ma co się bać. Dominica nie gryzie.
- Skąd wiesz, że o nią mi chodzi? Gadałaś wcześniej z nim? - wskazał palcem na Lou.
- Harry, wiedzę, kiedy moi przyjaciele się zakochują., a w szczególności dwójka najlepszych, więc nie marudź, tylko pokaż jej, że nie jest ci obojętna.
Po pół godziny zbierania się szyli zwartą grupą w stronę Nandos.Niall z Zayn`em z przodu, tuż za nimi Liam z nosem w telefonie, pewnie jeszcze nie nagadał się z dziewczyną. Następnie zagadani i objęci Louis z Meg. Na końcu natomiast szli w milczeniu Harry i Dominica.
- Stawiasz obiad razem z Niall`em? - spytał. Nie wiedział o czym ma z nią rozmawiać by nie wyjść na idiotę.
- Tak. Tylko nie szalejcie, bo się nie wypłacimy. - zaśmiała się delikatnie go szturchając.
- A wracając do wczorajszego meczu, to nie wiedziałem, że interesujesz się piłką nożną. - powiedział patrząc na jej lewy profil twarzy.
- Też nie wiedziałam. - szeroko się do niego uśmiechnęła. - Zaraziła mnie tym Megan. Wielki kibic. 
- Właśnie wczoraj widziałem. - również się do niej uśmiechnął. Był spięty, gdy z nią rozmawiał.
- To jeszcze nic. - Dominica machnęła rękę i ponownie się zaśmiała.
- A może ... - zaczął, lecz nie miał odwagi dokończyć.
- Może co? - spytała.
- Może poszłabyś jutro ze mną na jakąś kawę, w końcu Megan będzie w pracy, więc co tak sama będziesz siedzieć w domu? 
- Myślę, że poszłabym. A tak swoją drogą nie wiem co się tak przy mnie spinasz. - uśmiechnęła się do niego i podeszła do Zayn`a. Od teraz ten uśmiech będzie się mu śnił po nocach. 

________________________
coś nowego. ; 3
Julia wspomniała ostatnio o tym, żebym napisała książkę. więc teraz Ci na to dopowiem : NIE NADAJE SIĘ DO TEGO. < 3 
a jak wam się podoba rozdział ? zobaczę tu jakieś opinie ? 
jeśli ktoś chce być informowany o rozdziałach lub chce się dowiedzieć czego o opowiadaniu albo chce mnie kontakt z autorką tego powyżej to zapraszam na gadu. 
11744685 
jestem w zasadzie codziennie. ; 3 

11 komentarzy:

  1. Taaaaak, jesteś pewna, że się do tego nie nadajesz ? Bo mam wrażenie, że nikt ci tego nie powiedział. Ba, wręcz przeciwnie ! Czytałaś może komentarze kierowane pod twoim adresem ? No więc jestem absolutnie pewna, że jednak się do tego nadajesz. Tylko mi się tu nie wykręcaj !
    No, a teraz oznajmniam ci, że napisałaś ten rozdział świetnie wspaniale fantastycznie genialnie cudownie i znakomicie. Kocham.
    J. < 33

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham Cię . !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Aj jest świetny .Strasznie mi się podoba z resztą jak każdy wcześniejszy .Jesteś świetna w tym co robisz ,pisz dalej i dodawaj często :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Co ty mówisz. Nadajesz się do tego ; ) Masz talent ;D I dbaj o niego ;) Rozdział świetny < 3 Z resztą jak zawsze ; ) Czekam nn ! ; **

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże, uwielbiam Louis'a. No uwielbiam tego idiotę ponad wszystko! Jest taki kochany, taki czuły i słodki. Nie tylko względem Meg, ale także jej przyjaciółki. Widać, że chodź Meg często droczy się z Tomlinson'em, jest bardzo szczęśliwa. Uwielbiam to opowiadanie coraz bardziej. Pięknie wszystko opisuje. Największą uwagę zwróciłam na te zdania odnośnie miłość. Ujęłaś w to idealne słowa. Jak zawsze. Mam nadzieję, że kolejny rozdział już niebawem. Jestem ciekawa jak Harry sobie poradzi. To dziwne, że lubię czytać o Hazzie i Lou zakochanych w dziewczynach, skoro jestem największą wielbicielką Larr'ego. To Twoja zasługa! Dziękuję Ci za to opowiadanie. A co do pisania na gg, to okej, piszcie.. tylko bez podrywania, bo autorka tego opowiadania jest moja *___*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ty byś pisała lektury to wszyskie bym przeczytała :D
    Rodział booski jak zawsze mogłabym czytać bez końca <3
    Czekam na następny xx
    K.:D

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj na moim blogu kolejny rozdział! Mam nadzieję, że się spodoba chodź sama uważam, że mi nie wyszedł -> http://lookingforlifewithoutemotions.blogspot.com/ pozdrawiam Emily <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z Twoją koleżanką! Nadałabyś się bez problemu:*
    Jejku, opowiadanie jest świetne, cieszę się, że Meg i Lou się tak dogadują;) I trzymam kciuki za Harrego i Dominic.
    Zapraszam do siebie;)
    http://allaboutus1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. kocham toooo < 3

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam Meg i Lou <3

    OdpowiedzUsuń
  11. uwielbiam ♥

    Marta :)

    OdpowiedzUsuń